




![]()





![]()


W Kandy tak samo jak w stolicy jest duzo wojska. Jedna z glownych ulic (przy swiatyni zeba) od czasu wybuchy bomby jest zamknieta. Kazdy kto przechodzi przez punkty kontrolne jest dokladnie sprawdzany (oczywiscie oprocz bialych). Zwiedzanie miasta zaczelismy od wspomnianej swiatyni. Doniosla muzyka i modlacy sie ludzie tworza niesamowity klimat.

Kolejna atrakcja dnia byl sierociniec sloni Pinnawela. Kilku mezczyzn opiekuje sie stadem 60 sloni. Opiekunowie wyciagaja kase od turystow za poglaskanie slonia lub zrobienie z nim sobie zdjecia. Najwieksze wrazenie robi widok tak duzego stada kapiacego sie w rzece.







Do Kolombo dotarlismy po 25 godzinach podrozy. Duty Free na lotnisku wyglada jak bazar i mozna kupic tu wszystko. Po wczesniejszym targowaniu mozna miec tu nawet lodowke, pralke czy tv. Lotnisko jest oddalone od stolicy o 35km. Za 100 rupi od osoby jedziemy busem do dzielnicy Fort w niecala godzine. Zatrzymalismy sie w YMCA Guesthouse. Szybki prysznic i wyszlismy pokrecic sie po okolicy. Kupilismy Lonely Planet i zjedlismy pyszny obiad w SeaFish.Miasto jest bardzo glosne. Ulice zakorkowane.Piesi nawet na pasach walcza o swoje zycie. Wszedzie jest pelno wojska. Blokady i kontrole na kazdym kroku. Co skrzyzowanie ulozona jest strozowka z workow z piaskiem. Zmeczeni wracamy do hotelu. Po kilku godzinnej drzemce wychodzimy na miasto cos zjesc. Jest kilka minut po 22.00 a na ulicach jest pusto i cicho. Ulice zablokowane sa metalowymi zasiekami. W strozowkach siedza zolnierze. Wymarle miasto.
Z samego rana kupujemy bilety do Kandy. Wyjazd mamy po poludniu wiec postanowilismy tuk-tukiem pojechac do innej dzielnicy.Nasz kierowca na wojskowej blokadzie pokazuje swoja legitymacjie, chwilke rozmawia z wojskowym i ruszamy dalej. Wjezdzamy na zupelnie pusta droge ciagnaca sie w zdluz wybrzeza,przy ktorej jest palac prezydenta. Jest on strzezony z kazdej strony. Ciezkie wozy bojowe i zolnierze na lodziach na rzece. Z jednej strony drogi co 50-100m stoi zolnierz, a z drugiej natopmiast wierzyczki wartownicze. Udaje mi sie zrobic kilka zdjec. Na koncu aleji przekraczamy punkt kontrolny i wjezdzamy do dzielnicy Bambalapitiya. Od razu widac roznice miedzy ta dzielnica a ta w ktorej mieszkamy. Czujemy sie jakbysmy wyjechali z getta. Znacznie mniej wojska i nie ma „twierdz” na ulicy. Nikt nas nie zaczepia. Po kilku godzinach krecenia sie po okolicy tuk-tukiem wracamy do naszego guesthouse’u. W czasie jazdy robie jedno zdjecie wojskowemu punktowi kontrolnemu. Kierowca zaczal krzyczec „no photo, big problem” i po chwili zatrzymal sie wojskowym posterunku. Szybko zorientowalem sie w sytuacji i przeskoczylem na zdjecia nie zwiazane z militarnymi obiektami (mialem ich tylko 3). Wojskowy zaczal zadawac szczegolowe pytania i zrobilo sie nie przyjemnie. Po kilku minutach chcieli zobaczyc moje zdjecia. Pokazalem im wczesniej ustawione 3, powiedzialem, ze na karcie mam tysiace takich i nie mam czasu teraz ich ogladac. Na szczescie odpuslil sobie i moglismy jechac dalej. Po krotkiej jezdzie zatrzymalismy sie na przymusowym posterunku. Oczywiscie nasz kierowca tu takze wspomnial o moim zdjeciu, lecz tu rozmowa byla krotsza i wojskowy nie przywiazal do tego juz tak duzej wagi. Dojechalismy do hotelu. Zabralismy plecaki i pociagiem ruszylismy do Kandy.
*Zdjecia dodam innym razem. Komputery na wyspie sa bardzo stare.
Po wielu bojach wszystko sie udalo i ruszam znow w swiat.
Przez najblizsze 3 tygodnie bede sie wloczyl z zona po Sri Lance.
Pobudka dzis w nocy o 3.00, wskakujemy w samochod i tniemy do Berlina.
Z Berlina Qatar Airways do Colombo. (najtansza opcja)
Oczywiscie w miare mozliwosci beda pojawiac sie zdjecia i krotkie teksty.


Wyspa Bohol – najciekawsze miejsca na wyspie to Czekoladowe Wzgorza i najmniejsza malpka swiata. Takie informacje mozna znalezc w przewodnikach. Rzeczywistosc jest inna. Przepieknie urozmaicona wyspa w wiekszosci zajeta przez dzungle poprzecinana jest rzeczkami, drobnymi kamienistymi drogami i uslana polami ryzowymi.
Jesli zatrzymac sie na wyspie to tylko w Nuts Huts. Osrodek schowany zdala od cywilizacji, glegoko w dzunli, nad brzegiem rzeki Lobok jest prowadzony juz 11 lat przez malzenstwo z Belgi. Dobre jedzenie (jak na Filipiny), wyborne towarzystwo gospodarzy, bambusowe domki i odglosy dzungli huczace w glowie przez 24 h/dobe stwarzaja niesamowita atmosfere. Z tego miejsca mozna motorem zwiedzac wyspe. My zdecydowalismy sie na dwudniowe zwiedzanie wyspy motorem. Niesamowite chwile i miejsca. Polecam wyprawe do centrum sportow extremalnych. Sam dojazd do tego miejsca mozna zaliczyc jako extremalne doswiadczenie 🙂
Wyspa Negros
– smignelismy szybko przez cala wyspe. Zdjecia glownie z podrozy. Jedyny dluzszy postuj w miescie Damaguete.
Damaguete
– miasteczko takie sobie, nic specjalnego, ale w okolicy duzo ciekawych miejsc przyrodniczych do zobaczenia (koniecznie na motorze)
Wyspa Siquijor
– jedno z najlepszych miejsc na Filipinach w jakich bylem. Kiwi Dive Resort – polecam.
Wyspa Panglao
– nic specjalnego, drugie Boracay. Centrum wyspy – Alona Beach – zatloczone, glosne i drogie.
Jest jedno ale ….. w okolicy piekne miejsca do nurkowania.









Na sfotografowanie Banaue mialem niespelna godzine, a deszcz nawet na minute nie przestawal padac.
Caly ten czas poswiecilem na pobliskie pola ryzowe i pracujacych tam rolnikow.
* galeria *


Gieorgij Puchalski – You Can Dance

Rafal Cieszynski

Beata Sadowska Piotr Zelt Rafal Cieszynski


Sagada – jedno z piekniejszych i ciekawszych miejsc na Filipinach. Podrozujac po tym kraju koniecznie trzeba odwiedzic ta spokojna kraine tarasow ryzowych, jaskin i wiszacych trumien. Idealne miejsce na ucieczke od zgielku duzych miast. Gorzysty teren jest doskonaly na trekingi. W okolicy jest kilka szlakow biegnacych przez pola ryzowe konczace sie wspanialymi wodospadami.
* galeria *
Betonowe i ciagle zatloczone miasto. Miejsce, ktore ciezko ominac jezdzac po polnocy Luzonu…. nam sie nie udalo
i musielismy przesiedziec tam jedna noc.
* galeria *


* nowa galeria *
Miasteczko Vigan lezy 400 km na polnoc od Manili (busem 10 godz.). Wyjatkowe miejsce z okresu kolonizacji hiszpanskiej. Kamienice, brukowane ulice bardzo przypominaly mi Kubanskie miasteczka. Miasto z przyjemnym klimatem, jedyne w swoim rodzaju na Filipinach. Odradzam wszedzie polecana Cafe Leona – mozna niezle sie „zatruc” :), choc obsluga bardzo mila. Kelner co drugie slowo powtarzal „-Sir” lub „Yes, Sir.”
































