Sri Lanka – Polannaruwa

Wszystkie zabytki Sri Lanki sa bardzo zniszczone i ciezko sobie wyobrazic jak wygladaly w przeszlosci. Staly sie miejscem kultu i czci mieszkancow wyspy. Jedno z takich miejsc to Polonnaruwa. Na terenie jest kilka budowli ale wiekszosc to fragmenty fundamentow. Najciekawsze z tego miejsca to przejazdzka tuktukiem po terenie kompleksu. Nie mielismy biletow a kierowca staral sie omijac straznikow przejezdzajac przez roznego rodzaju dziury w ogrodzeniu. Niektorym straznikom odpalal kase i kazdy byl zadowolony.


Sri Lanka – Sigiriya

Z Kandy pojechalismy do miejscowosci Sigriya. Po drodze zatrzymalismy sie w Dambulla, zeby zobaczyc swiatynie mieszczaca sie w jaskini. Do Sigirii dotarlismy poznym popoludniem. Sigiriya jest kompleksem palacowych ogrodow i sadzawek usytulowanych na wierzcholku i u podnurza wielkiej skaly. Zdobycie skalnej twierdzy zaplanowalismy na nastepny dzien. Rano zastala nas deszczowa pogoda, ale i tak wyruszylismy w droge. Wycieczka okazala sie przyjemnym doswiadczeniem. Pogoda zmieniala sie co chwile, z slonecznej  w bardzo burzowa i wietrzna, ale droga na gore i widoki wynagrodzily wszystkie niedogodnosci.

Sri Lanka Kandy

Jedna z atrakcji na wyspie jest podroz pociagiem w widokowym wagonie, Przy kasie dowiedzielismy sie, ze to wagon I klasy, a bilety kosztuja po 5$ od osoby.W wagonie okazalo sie, ze nie ma zadnych luksusow i przez chwile zastanawialismy sie czy w II klasie nie bedzie lepszych widokow. Podroz minela przyjemnie ale zapierajacych dech w piersiach krajobrazow nie bylo.

W Kandy tak samo jak w stolicy jest duzo wojska. Jedna z glownych ulic (przy swiatyni zeba) od czasu wybuchy bomby jest zamknieta. Kazdy kto przechodzi przez punkty kontrolne jest dokladnie sprawdzany (oczywiscie oprocz bialych). Zwiedzanie miasta zaczelismy od wspomnianej swiatyni. Doniosla muzyka i modlacy sie ludzie tworza niesamowity klimat.

Kolejna atrakcja dnia byl sierociniec sloni Pinnawela. Kilku mezczyzn opiekuje sie stadem 60 sloni. Opiekunowie wyciagaja kase od turystow za poglaskanie slonia lub zrobienie z nim sobie zdjecia. Najwieksze wrazenie robi widok tak duzego stada kapiacego sie w rzece.

Sri Lanka – Colombo

Do Kolombo dotarlismy po 25 godzinach podrozy. Duty Free na lotnisku wyglada jak bazar i mozna kupic tu wszystko. Po wczesniejszym targowaniu mozna miec tu nawet lodowke, pralke czy tv. Lotnisko jest oddalone od stolicy o 35km. Za 100 rupi od osoby jedziemy busem do dzielnicy Fort w niecala godzine. Zatrzymalismy sie w YMCA Guesthouse. Szybki prysznic i wyszlismy pokrecic sie po okolicy. Kupilismy Lonely Planet i zjedlismy pyszny obiad w SeaFish.Miasto jest bardzo glosne. Ulice zakorkowane.Piesi nawet na pasach walcza o swoje zycie. Wszedzie jest pelno wojska. Blokady i kontrole na kazdym kroku. Co skrzyzowanie ulozona jest strozowka z workow z piaskiem. Zmeczeni wracamy do hotelu. Po kilku godzinnej drzemce wychodzimy na miasto cos zjesc. Jest kilka minut po 22.00 a na ulicach jest pusto i cicho. Ulice zablokowane sa metalowymi zasiekami. W strozowkach siedza zolnierze. Wymarle miasto.

Z samego rana kupujemy bilety do Kandy. Wyjazd mamy po poludniu wiec postanowilismy tuk-tukiem pojechac do innej dzielnicy.Nasz kierowca na wojskowej blokadzie pokazuje swoja legitymacjie, chwilke rozmawia z wojskowym i ruszamy dalej. Wjezdzamy na zupelnie pusta droge ciagnaca sie w zdluz wybrzeza,przy ktorej jest palac prezydenta. Jest on strzezony z kazdej strony. Ciezkie wozy bojowe i zolnierze na lodziach na rzece. Z jednej strony drogi co 50-100m stoi zolnierz, a z drugiej natopmiast wierzyczki wartownicze. Udaje mi sie zrobic kilka zdjec. Na koncu aleji przekraczamy punkt kontrolny i wjezdzamy do dzielnicy Bambalapitiya. Od razu widac roznice miedzy ta dzielnica a ta w ktorej mieszkamy. Czujemy sie jakbysmy wyjechali z getta. Znacznie mniej wojska i nie ma „twierdz” na ulicy. Nikt nas nie zaczepia. Po kilku godzinach krecenia sie po okolicy tuk-tukiem wracamy do naszego guesthouse’u. W czasie jazdy robie jedno zdjecie wojskowemu punktowi kontrolnemu. Kierowca zaczal krzyczec „no photo, big problem” i po chwili zatrzymal sie wojskowym posterunku. Szybko zorientowalem sie w sytuacji i przeskoczylem na zdjecia nie zwiazane z militarnymi obiektami (mialem ich tylko 3). Wojskowy zaczal zadawac szczegolowe pytania i zrobilo sie nie przyjemnie. Po kilku minutach chcieli zobaczyc moje zdjecia. Pokazalem im wczesniej ustawione 3, powiedzialem, ze na karcie mam tysiace takich i nie mam czasu teraz ich ogladac. Na szczescie odpuslil sobie i moglismy jechac dalej. Po krotkiej jezdzie zatrzymalismy sie na przymusowym posterunku. Oczywiscie nasz kierowca tu takze wspomnial o moim zdjeciu, lecz tu rozmowa byla krotsza i wojskowy nie przywiazal do tego juz tak duzej wagi. Dojechalismy do hotelu. Zabralismy plecaki i pociagiem ruszylismy do Kandy.

*Zdjecia dodam innym razem. Komputery na wyspie sa bardzo stare.

Sri Lanka

Po wielu bojach wszystko sie udalo i ruszam znow w swiat.
Przez najblizsze 3 tygodnie bede sie wloczyl z zona po Sri Lance.
Pobudka dzis w nocy o 3.00, wskakujemy w samochod i tniemy do Berlina.
Z Berlina Qatar Airways do Colombo. (najtansza opcja)

Oczywiscie w miare mozliwosci beda pojawiac sie zdjecia i krotkie teksty.

Filipiny – wyspa Bohol

Wyspa Bohol – najciekawsze miejsca na wyspie to Czekoladowe Wzgorza i najmniejsza malpka swiata. Takie informacje mozna znalezc w przewodnikach. Rzeczywistosc jest inna. Przepieknie urozmaicona wyspa w wiekszosci zajeta przez dzungle poprzecinana jest rzeczkami, drobnymi kamienistymi drogami i uslana polami ryzowymi.
Jesli zatrzymac sie na wyspie to tylko w Nuts Huts. Osrodek schowany zdala od cywilizacji, glegoko w dzunli, nad brzegiem rzeki Lobok jest prowadzony juz 11 lat przez malzenstwo z Belgi. Dobre jedzenie (jak na Filipiny), wyborne towarzystwo gospodarzy, bambusowe domki i odglosy dzungli huczace w glowie przez 24 h/dobe stwarzaja niesamowita atmosfere. Z tego miejsca mozna motorem zwiedzac wyspe. My zdecydowalismy sie na dwudniowe zwiedzanie wyspy motorem. Niesamowite chwile i miejsca. Polecam wyprawe do centrum sportow extremalnych. Sam dojazd do tego miejsca mozna zaliczyc jako extremalne doswiadczenie 🙂

* galeria *

Filipiny – nowe galerie

Wyspa Negros
– smignelismy szybko przez cala wyspe. Zdjecia glownie z podrozy. Jedyny dluzszy postuj w miescie Damaguete.

Damaguete
– miasteczko takie sobie, nic specjalnego, ale w okolicy duzo ciekawych miejsc przyrodniczych do zobaczenia (koniecznie na motorze)

Wyspa Siquijor
– jedno z najlepszych miejsc na Filipinach w jakich bylem. Kiwi Dive Resort – polecam.

Wyspa Panglao
– nic specjalnego, drugie Boracay. Centrum wyspy – Alona Beach – zatloczone, glosne i drogie.
Jest jedno ale ….. w okolicy piekne miejsca do nurkowania.

Dwie nowe galerie

Tagay Tay – mala miescinka, odwiedzana przez turystytow tylko ze wzgledu na znajdujacy sie w okolicy wulkan.
Spedzilismy milo czas w towarzystwie ks. Adama.
* galeria *

Boracay – marzenie wakacyjne kazdego filipinczyka. Takie polskie Wladyslawowo !
* galeria *

Filipiny – Banaue


Na sfotografowanie Banaue mialem niespelna godzine, a deszcz nawet na minute nie przestawal padac.
Caly ten czas poswiecilem na pobliskie pola ryzowe i pracujacych tam rolnikow.
* galeria *

Filipiny – Sagada

Sagada – jedno z piekniejszych i ciekawszych miejsc na Filipinach. Podrozujac po tym kraju koniecznie trzeba odwiedzic ta spokojna kraine tarasow ryzowych, jaskin i wiszacych trumien. Idealne miejsce na ucieczke od zgielku duzych miast. Gorzysty teren jest doskonaly na trekingi. W okolicy jest kilka szlakow biegnacych przez pola ryzowe konczace sie wspanialymi wodospadami.

* galeria *

Filipiny – Vigan

 * nowa galeria *

Miasteczko Vigan lezy 400 km na polnoc od Manili (busem 10 godz.). Wyjatkowe miejsce z okresu kolonizacji hiszpanskiej. Kamienice, brukowane ulice bardzo przypominaly mi Kubanskie miasteczka. Miasto z przyjemnym klimatem, jedyne w swoim rodzaju na Filipinach. Odradzam wszedzie polecana Cafe Leona – mozna niezle sie „zatruc” :), choc obsluga bardzo mila. Kelner co drugie slowo powtarzal „-Sir” lub „Yes, Sir.”

Palawan – El Nido

O 7.00 rano ruszylismy busem do El Nido oddalone od Puerto Princesy o 300km. po 2,5 godz. pokonalismy polowe trasy i dotarlismy do miasta Roxas. Po drodze widzielismy zalane pola i wioski. Woda z rzek wlewala sie czesto na droge a deszcz nie przestawal padac. Krotki postoj. Przed nami nastepne 125km, ale juz po nieutwardzonej drodze. Rozklekotany bus co chwile sie psul. Klekotal i rzezil pokonujac kolejne wzniesienia. Dwoch mechanikow, ktorzy jechali z nami mialo pelne rece roboty. Co chwile bus zatrzymywal sie, zeby mogli cos naprawic. Sruby w kolach caly czas sie odkrescaly, wiec trzeba bylo je przykrecac. W koncu jedno kolo zostalo zmienione. Po prawie 7 godz. jazdy ze wzgorza zobaczylismy zatoke przy miasteczku El Nido. Dziesiatki wysepek i skalek wystepujacych z wody tworzyly niesamowity widok. Piekne miejsce – pokryte strugami deszczu.
Do deszczu dolaczyl jeszcze silny wiatr, ktory miota palmami jak zapalkami. Siedzimy w tej dziurze juz trzeci dzien. W ciagu dnia nie ma pradu. Agregaty wlaczaja sie od 18.00 i chodza do 6.00 rano. W miasteczku nuda, nic sie nie dzieje. nie ma szans na poprawe pogody…. a mialo byc tak pieknie. Dwa dni zwiedzanie ladyn, jaskin i plaz rozrzuconych po okolicznych wysepkach. Potem prom na wyspe Coron i nurkowanie na wrakach – jedno z lepszych miejsc, pod wzgledem ilosci zatopionych statkow. Z wyspy Coron juz tylko 24 godz. na promie i bylibysmy w Manili. Teraz jestesmy uwiezieni. Nie wiadomo co z promami. Prom jednej z linii utknal na Coron – ma rozwalony silnik. Inna linia wstrzymala rejsy ze wzgledu na pogode. Samolot z El Nido (podobno straszny zlom) odpada ze wzgledow finansowych – nie stac nas na niego. Jest jeszcze jedno wyjscie. Wbis sie w busa z powrotem do Puerto Princesa i z tamtad leciec do Manili tania linia, lecz nie wiadomo czy droga w ta pogode jest przejezdna.

Palawan – Puerto Princesa

Jestesmy na Palawanie – przyrodniczy filipinski raj. Zrobilismy wszystko, zeby tu sie znalezc. troche pozmienialismy plany i wysuplalismy 7-8 dni. Twarde ladowanie na zalanym deszczem pasie lotniska w Puerto Princesa. Kazdy z pasazerow dostaje parasol, ktory oddaje po przejsciu okolo 30-40m pod blaszanym daszkiem. Po kilku minutach bagaze z samolotu przywoza pracowanicy dwoma wozkami i przekladaja na jajowata tasme kresaca sie w kolko. Caly czas leje desz. Bierzemy tricyclai szukamy noclegu. W drugim z koleii zostajemy. Przy piwkach czekamy, az choc na chwile przestanie padac.
Miasteczko to trzy ulice na krzyz. Dobry obbiadek po meksykansku we Fresh Cafe i ruszamy pokrecic sie po miescie. Najciekawsze miejsca to market i port, w ktorym dolaczamy do grupki dzieciakow rzucajacych kamieniami do wody z gorki rzwiru. Fajnie spedzony czas … duzo zabawy i wyglupow. niestety i to przerwala kolejna ulewa. Wysepki otaczajace zatoke szybko zniknely z zasiegu naszego wzroku przykryte szara chmura. Strugi deszczu znowu opanowaly okolice.

Cebu City

Trzy dni w Cebu City ciagnely sie jak stare rajty. Prawie wogole nie robilem zdjec. Caly czas pada deszcz. Ulewa za ulewa. Wszystko z powodu zblizajacego sie do Tajwanu tajfunu. Cale Filipiny w chmurach  i chyba nei ma szansy na poprawe pogody. … a mila byc to najbardziej upalna pora roku. nie zostalo nic innego jak sie zrelaksowac …. masaze i bilard.