Cieple slonce na bezchmurnym niebie Londynu grzalo od samego rana. Szybko zlapalismy busa do centrum i po 2h bylismy na Victoria Station. Zostawilismy plecaki w przechowalni. Mielismy okolo 6h na wlóczenie sie po miescie. Kupilismy bilety na pociag do Gatwick Airport i rzucilismy sie w miasto. Ruszylismy na spotkanie z królowa. J Po dotarciu do palacu okazalo sie, ze czekaly tam juz setki fanów tej osobistosci. Okazalo sie takze, ze królowa nie zaszczyci swoja obecnoscia oczekujacego ja tlumu. Tylko laskawie pokazala nam reprezentacje swoich zolnierzyków.
Stylowe kamienice, pod których drzwiami stoja obrzydliwie drogie samochody, rusztowania, rozkopane drogi i ogromne korki to najczesciej widziany obraz miasta. Wszedzie widac budowlancow. W oknach i balkonach budynków, rusztowaniach czy na trawie w parku. Parki sa centrum spotkan. W czasie lunchu masa ludzi zalewa wszystkie trawniki miasta.
Jedynym minusem krótkiego pobytu byli ludzie – pracownicy sklepików, informacji czy restauracji, wszyscy ci, którzy maja kontakt z przyjezdnymi. Zlewaja wszystko i wszystkich jak sie da. Tak czy inaczej dzien minal bardzo przyjemnie. Troche zmeczeni z obolalymi nogami dotarlismy na lotnisko. …. i wlasnie tu przestalo by tak kolorowo. Przy odprawie bagazowej nie bylo kolejek. Cztery punkty odpraw, a kazdym pani gotowa na przyjecie dziesiatek, setek podekscytowanych wylotem do Hong Kongu turystów. …. a tam nie bylo nikogo. Zdziwieni podeszlismy do pierwszego lepszego „okienka”, w którym uzyskana informacja kompletnie nas zaskoczyla. Firma Oasis Hong Kong zbankrutowala, a nasz lot jest ostatnim w historii linii. Hmmm … dziwnie to zabrzmialo – „ostatni lot”. 9 kwietnia firma oglosila upadlos a my mamy 2 wyjscia: poleciec teraz, ale powrotny bilet musimy kupic w HK (firma nie zwraca kasy ! ) albo nie leciec. Odpowiedz byla prosta – leciec ! „Albo masz przygody albo nie masz przygód” Okazalo sie, ze zebranych pasazerów bylo niewiele ponad 30 osób, a samolot, którym mielismy lecie to Jumbo Jet, na którego poklad moze wejsc okolo 400 osób. Lot minal bardzo wygodnie i spokojnie, chociaz bylismy przygotowani na cos innego. Myslelismy, ze jak to ostatni lot, w czasie którego pracownicy pracuja juz za darmo przerodzi sie w niesamowita impreze. Rzeczywistosc byla zupelnie inna. Kazdy znalazl swój kat i po posilku poszedl spac. Ku naszemu zmartwieniu na pokladzie nie bylo nawet szklaneczki alkoholu, by uczci ten „ostatni lot”. Obsluga byla mila, ale mimo zaistnialej sytuacji wykonywala swoja prace jakby byl to jeden z wielu lot. Mysle, ze wynika to z charakteru Chinczyków, którzy pewnie nie wyobrazaja sobie takiego spontanicznego uniesienia. Ehhh co by sie dzialo, gdyby obsluga byla innej narodowosci, np. Polacy J
… w bardzo spokojnej i komfortowej atmosferze dotarlismy do HK.












