Filipiny – ladyboy’s


Filipiny – Banaue

Na sfotografowanie Banaue mialem niespelna godzine, a deszcz nawet na minute nie przestawal padac.
Caly ten czas poswiecilem na pobliskie pola ryzowe i pracujacych tam rolnikow.
* galeria *
Power Plate Pro5 Air Adaptive – Rejs Po Wisle

Piotr Zelt

Gieorgij Puchalski – You Can Dance

Rafal Cieszynski

Beata Sadowska Piotr Zelt Rafal Cieszynski
Filipiny – Sagada


Sagada – jedno z piekniejszych i ciekawszych miejsc na Filipinach. Podrozujac po tym kraju koniecznie trzeba odwiedzic ta spokojna kraine tarasow ryzowych, jaskin i wiszacych trumien. Idealne miejsce na ucieczke od zgielku duzych miast. Gorzysty teren jest doskonaly na trekingi. W okolicy jest kilka szlakow biegnacych przez pola ryzowe konczace sie wspanialymi wodospadami.
* galeria *
Filipiny – Baguio
Betonowe i ciagle zatloczone miasto. Miejsce, ktore ciezko ominac jezdzac po polnocy Luzonu…. nam sie nie udalo
i musielismy przesiedziec tam jedna noc.
* galeria *
Filipiny – Vigan


* nowa galeria *
Miasteczko Vigan lezy 400 km na polnoc od Manili (busem 10 godz.). Wyjatkowe miejsce z okresu kolonizacji hiszpanskiej. Kamienice, brukowane ulice bardzo przypominaly mi Kubanskie miasteczka. Miasto z przyjemnym klimatem, jedyne w swoim rodzaju na Filipinach. Odradzam wszedzie polecana Cafe Leona – mozna niezle sie „zatruc” :), choc obsluga bardzo mila. Kelner co drugie slowo powtarzal „-Sir” lub „Yes, Sir.”
Nowa galeria – Hong Kong


Palawan – Walki kogutow









Palawan – El Nido
Do deszczu dolaczyl jeszcze silny wiatr, ktory miota palmami jak zapalkami. Siedzimy w tej dziurze juz trzeci dzien. W ciagu dnia nie ma pradu. Agregaty wlaczaja sie od 18.00 i chodza do 6.00 rano. W miasteczku nuda, nic sie nie dzieje. nie ma szans na poprawe pogody…. a mialo byc tak pieknie. Dwa dni zwiedzanie ladyn, jaskin i plaz rozrzuconych po okolicznych wysepkach. Potem prom na wyspe Coron i nurkowanie na wrakach – jedno z lepszych miejsc, pod wzgledem ilosci zatopionych statkow. Z wyspy Coron juz tylko 24 godz. na promie i bylibysmy w Manili. Teraz jestesmy uwiezieni. Nie wiadomo co z promami. Prom jednej z linii utknal na Coron – ma rozwalony silnik. Inna linia wstrzymala rejsy ze wzgledu na pogode. Samolot z El Nido (podobno straszny zlom) odpada ze wzgledow finansowych – nie stac nas na niego. Jest jeszcze jedno wyjscie. Wbis sie w busa z powrotem do Puerto Princesa i z tamtad leciec do Manili tania linia, lecz nie wiadomo czy droga w ta pogode jest przejezdna.




Palawan – Puerto Princesa
Miasteczko to trzy ulice na krzyz. Dobry obbiadek po meksykansku we Fresh Cafe i ruszamy pokrecic sie po miescie. Najciekawsze miejsca to market i port, w ktorym dolaczamy do grupki dzieciakow rzucajacych kamieniami do wody z gorki rzwiru. Fajnie spedzony czas … duzo zabawy i wyglupow. niestety i to przerwala kolejna ulewa. Wysepki otaczajace zatoke szybko zniknely z zasiegu naszego wzroku przykryte szara chmura. Strugi deszczu znowu opanowaly okolice.









Cebu City


Mactan Island







Wlosow gubienie


Bohol
* zgubilem telefon – kontakt przez maila (darek.lewandowski@gmail.com)






Nurkowanko Siquijor




Wyspa Siquijor
siedmiu „resortow” rozrzuconych po wyspie. Resort tu to miejsce z
kilkoma zagrzybionymi domkami. Jesli nie masz motorku to jestes
uziemiony. My nie mielismy. Dwa motorki dostepne w naszym resorcie byly
rozwalone przez dwoch szwedow, ktorzy sie konkretnie na nich rozwalili,
na koniec swojej 6-cio miesiecznej podrozy po Azji. Wiec nic innego nam
nie zostalo jak zrelaksowac sie. To miejsce idealnie sie do tego
nadawalo. Po tylu dniach spedzonych w autobusach, na promach, w
jeepeyach i na ich dachach nalezalo nam sie troche odpoczynku. Daleko
od cywilizacji, w ciszy i spokoju. Spedzilismy tam 4 dni. Chillout na
calego. Domek na plazy. Tuz pod nosem piekna rafa, na ktorej
spedzalismy wiekszosc czasu. Jedyny minus to wieczory. Codziennie okolo
21.30 po piwku w towarzystwie poobijanych szwedow szlismy spac. O 21.00
zamykali bar i okolica zamierala. Pomimo, ze codziennie pogode mielismy
bardzo dobra w nocy zawsze byla konkretna burza. Silny wiatr, deszcz i
grzmoty.






Dumaguete
Male, nadmorskie miasteczko … nic specjalnego, ale idealne na wypady
po okolicy. Wypozyczylismy motorek i wyruszylismy nad jeziora oddalone
od miasta o okolo 25 km. Samo miejsce nie wywarlo na mnie duzego
wrazenia, ale sama droga przez dzungle byla przyjemnym doswiadczeniem.
Drugim miejscem, do ktorego sie wybralismy byl wodospad. Droga byla
ciezka i czasami zastanawialismy sie czy nie zawrocic, ale oplacalo
sie. Dotarlismy do niego tuz przed zmrokiem. Wodospad okazal sie
jednym z ladniejszych jakie widzialem. Grzmot spadajacej wody zagluszal nie odstepujace nas odglosy dzungli.



Port w Dumaguete
W busie





W drodze



Sabang
Na wyspie Mindoro zatrzymalismy sie w wiosce Sabang. miejsce calkowicie opanowane przez oblesnych staruchow. Czesty widok to gruby, lysiejacy bialas okolo 60-tki z mlodziutka filipinka, trzymajacy sie za reke. … ech ci zakochani 🙂
Sabang jest super miejscem do nurkowania. Ja niestety musialem zrezygnowac z nurka ze wzgledu na przeziebienie. Maciek natomiast nurkowal w miejscu zwanym Canions. Podobno najlepsze miejsce w okolicy.
Tagaytay
Ostatnie godziny na wyspie Luzon spedzilismy w misji Santorianow w Tagaytay. Glownym celem misji jest przygotowanie do pracy nowych misjonarzy, ktorzy po 10 latach nauki sa gotowi do wyruszenia w swiat. Placowka, takze pomaga mieszkancom miasta i okolic.
Ksiadz Adam nakarmil nas zacnie, dal nocleg i obwiozl po okolicy. Tagaytay jest oaza spokoju. Nielicznych turystow przyciaga wulkan, ktory wystaje z jeziora, ktore z kolei znajduje sie w kraterze duzego wulkanu.
Na razie bez fot, bo komputery sa strasznie wolne !
Manila


Filipinski bilard – oczywiscie na pieniadze !


Trening Krav Magi w Manili. Darek prowadzi zajecia juz od roku. Trenuje ochrone najbardziej wplywowych ludzi na Filipinach.
Daje im niezly wycisk 🙂 … i jest szybszy od Chucka Norisa 🙂
Znowu Manila
Znowu jestesmy w stolicy. Jest goraco i duszno. Cialo caly czas sie lepi. Wiatrak w pokoju mieli ciezkie i cieple powietrze.



Sagada i okolice
W gorach bylismy 6 dni. Odwiedzilismy przesliczne miejsca i spotkalismy milych ludzi. Spokoj i cisza. Bylismy na kilku trekingach po gorach i polach ryzowych. Podczas wedrowek bylismy w jaskini i nad wodospadem. Jedynym problemem w gorach jest transport. Podroz busem z jednego miasteczka do drugiego oddalonego o 170km pokonalismy w 7h. …ale i w tym byly plusy – wszedzie jezdzilismy z miejscowymi.









